Swoją przygodę z blogowaniem rozpocznę kilkoma przemyśleniami. Każdy pracujący czynnie w klubach DJ boryka się z pewnym mankamentem.

Klient. Pan Klient. Pan Wkurwiający Klient.

Bowiem klienci dzielą się na cztery kategorie:

  • Klient klasyczny – taki, który nie zawraca Ci gitary, a przychodzi po to, żeby się dobrze bawić ze sobą i znajomymi, pijąc to, na co ma ochotę i zwyczajnie w świecie spędza miło czas przy weekendzie. Nie spamuje nikomu pierdołami o darmowe wejściówki, które kosztują 5-10zł. Jak nie podoba mu się asortyment alkoholu lub muzyka, to zmienia lokal na taki, który mu odpowiada. Jak już ma mieć coś do powiedzenia to zostawia czysty, przejrzysty i konstruktywny feedback. Szanuję.
  • Klient romantyk – łowca, przychodzi na samym początku imprezy, odpowiednio przygotowuje stan upojenia alkoholowego, aby poziom atrakcyjności ofiary diametralnie wzrósł (jak to mawiał pewien polski filozof, kto wybrzydza ten nie…) a następnie wypatruje tzw. “ofiarę” (najczęściej płci przeciwnej), aby rozpocząć swoje szalone tańce godowe, których celem jest osiągnięcie możliwości wymiany płynów ustrojowych jamy ustnej, co następuje wymianą numeru telefonu, a w trudniejszych przypadkach  (level up) baraszkowaniem na parkiecie, czy (o zgrozo) opierając się o konsolę DJa. Najwybitniejsi romantycy zapraszają “ofiarę” na herbatkę i oglądanie materaca tej samej nocy. Irytujące samo w sobie jest napastowanie innych tańczących klientów, którzy zwyczajnie uciekają z parkietu. Nie lubię.
  • Klient propsujący – wchodzi do klubu, zbija z Tobą piątkę (w przypadku nieznajomego mówi uprzejmie “dobry wieczór”), zapyta co słychać, jeżeli nie sprawdził wydarzenia – pyta, jaka muzyka dziś jest grana. Jak przychodzi, to najczęściej żeby powiedzieć coś miłego, nie wparowuje z buciorami do playlisty, zamawiając setki piosenek, a jak już zapyta, czy posiadasz dany track, nie obraża się w momencie odmowy. Czasami rzuci Ci z góry napiwek za dedykację lub dany utwór, a jak czuje dobrą muzykę, to chwali, zbijając piątki lub wznosząc kciuk tudzież butelkę piwa w Twoim kierunku. Przyjemna sprawa, dla ludzi czujących klimat aż chce się pracować.
  • Klient wkurwiający – najbardziej znienawidzony przez DJów rodzaj klienta. Poczynając od kwestii typowych dla klubu – niszczy infrastrukturę dyskoteki, łapiąc randomowe dziewczyny za tyłek i nachalnie startując do nich, zgania je z parkietu i rozbija atmosferę, macha łapami jak pojebany, rozlewając browar na podłogę lub innych klientów, wszczyna bójki i zgrywa kozaka nawet leżąc półprzytomny na podłodze. Jeżeli spełnia choć jeden z tych warunków, gwarantuję, że prędzej czy później przyjdzie i do Ciebie. A żeby się pogapić, postawić butelkę przy konsoli, bo daleko do baru lub stolika. A żeby popajacować przed Tobą. Albo zażyczyć sobie piosenki takie, które zupełnie rozbiją set (uwielbiam Annę Jantar, ale “Przetańczyć z Tobą chcę całą noc” podczas nocy trapowo-glitch hopowej może budzić pewnego rodzaju wątpliwości). Nie lubię.

Naprawdę, mega miło człowiekowi robi się na wątrobie, gdy ktoś powie “dobry wieczór” zamiast “e didżej włącz coś do tańczenia hehehe”. Równie sympatycznie jest, gdy ktoś uprzejmie zapyta o dany, konkretny utwór, który może być strzałem w dziesiątkę podczas setu zamiast “dobra zmieniaj to szybko, następna piosenka ma być taka bo nikt się nie bawi”. Szczegółem jest tylko fakt pełnego tańczących ludzi parkietu, ale co go to obchodzi. Niby człowiek ‘wyrósł’ z grania dla siebie i gra głównie pod ludzi zachowując swój niepowtarzalny styl, ale jednak odechciewa się pracować, gdy przychodzą takie osoby i psują Ci wieczór.

Drogi Kliencie, szanuj – proszę – pracę DJa. Jeżeli Ci się nie podoba, w jaki sposób prowadzi imprezę, głównie z tego tytułu, że nie przeczytałeś, jaka będzie muzyka – zmień lokal. Jest ich cała masa, naprawdę jest w czym wybierać. A jeżeli już zostajesz, to uwierz, że nic tak nie motywuje człowieka do działania, jak dobre (a nie złe) słowo, tak po prostu… A Polakom niestety bardzo tego brakuje (z obserwacji w porównaniu do imprez międzynarodowych).

 

Wielokrotnie patrzy się z przymrużeniem oka na ten obrazek, ale – z perspektywy osoby, która od 6 lat czynnie gra w klubach – mogę powiedzieć, że przez ten czas spełniło się…

Źródło: Kwejk.plAż 43 punkty. Nieźle, ale z drugiej strony przykre – i sprawia, że jednak nie jest to takie naciągane. Spróbuj zgadnąć w komentarzu, który punkt się jeszcze nie sprawdził.

Jest też taki “fejsbukowy fanpejdż”, który z przymrużeniem oka publikuje wszelkie komiczne sytuacje z życia DJ’a – Hej DJ, a zagrasz coś do tańca? [LINK], myślę, że warto go odwiedzić, żeby zrozumieć jeszcze dokładniej, o czym mowa.

 

Z perspektywy klienta jak klienta, ale są również kwestie, które warto poruszyć odnośnie klubów oraz managerów/właścicieli. Na przykład – co jest bardziej wkurwiające od męczących requestów (zamówień)? To, że trafiają się totalnie nieprzygotowane kluby, podłączenia nagłośnienia, teksty typu “weź se przynieś z zaplecza” itd. oraz TARGOWANIE cen, które i tak nie są wygórowane (jak na polski rynek). Podłapałem też historyjkę, jak to pewien manager klubu targował się o 100zł, gdzie wjazd do klubu to 25zł, czyli całe 4 osoby. Równie, a nawet bardziej wkurwiające jest obcinanie z byle powodu wynagrodzenia tudzież innego rodzaju cięcia w – przysłowiowego – chuja. Dotyczy głównie tych, którzy nie zaopatrują się w takie fajne rzeczy jak umowy. Problem na szczęście rozwiązuje się w miarę szybko, gdyż jest mnóstwo sposobów, takich jak chociażby Czarna Lista Klubów [LINK], przez pocztę pantoflową wśród znajomych, którzy więcej tam nie zagrają, kończąc na Powiatowej Inspekcji Pracy – można być wrednym chujem, ale po co? Lepiej być wobec siebie w porządku, cokolwiek by nie było. I ma to wychodzić z obu stron, czyli zarówno pracownika, jak i pracodawcy (i tak powinno być w każdej branży, hm?).

Spójrzmy na to z jeszcze innej perspektywy – jak inni polscy DJe zrażają do siebie innych polskich i zagranicznych DJów? A chociażby podstawianiem kłód pod nogi. Wygryzaniem ze stołków. Obgadywaniem wśród środowiska, jacy to źli i niedobrzy z nas koledzy. Upijaniem się w trupa i graniem w stanie totalnego upojenia.

Święty – co prawda – nie jestem, bo (na szczęście) tylko raz w życiu zdarzyło mi się prowadzić imprezę pijany – ale od tamtej pory, czyli 3 lat – powiedziałem sobie “nigdy więcej”. Nie podoba mi się także fakt, że DJe piją więcej, niż mogą – rozumiem dwa, trzy drinki, ale samodzielne zrobienie ‘drugiej połówki’ i plątanie rękoma bardziej niż językiem też dobrze nie świadczy o DJu. Na wizerunek klubu też to dobrze nie działa. Odnośnie podstawiania kłód pod nogi – problem leży w tym, że każdy chce być wielką gwiazdą, grającą dla setek tysięcy zakochanych odbiorców, lecz brakuje świadomości, że do tego idzie się ciężką pracą oraz wzajemną pomocą, bo w końcu razem można więcej. Ale Polacy wolą się wygryzać, walczyć ze sobą w każdej dziedzinie i zgrywać tzw. ‘januszy’, byleby tylko przejąć po kimś i podłapać stołek i mieć to jedno granie w miesiącu więcej. Przykre, ale prawdziwe – dopóki ludzie nie współpracują, nie ma wielkich projektów. A jak to naprawić? Wystarczy, by każdy przeczytał chociażby TEN ARTYKUŁ, a już osiągnęlibyśmy pewien progres na rynku światowym. To, co mnie osobiście bardzo cieszy, to fakt, że mam jeszcze znajomych, którzy osiągają sukcesy, a nie mają nosów w górze… a także takich znajomych, na których sukces jeszcze czeka, a nie zgrywają wielkich paniczów. Piątka dla Was!