fot. Daniel Szura

Kocham stereotypy.

Kocham to uogólnianie i szufladkowanie człowieka do odpowiednich kategorii. Kocham te momenty, kiedy rozmawiam ze świeżo poznanymi ludźmi i już widzę, jak poprzez stereotypy łapię świadomość, czy ta rozmowa będzie trwała kolejne 5 minut. Tak często i tak łatwo potrafimy oceniać ludzi poprzez pryzmat tego, jak wyglądają bądź czym się zajmują. Bardzo często zadawałem sobie pytanie – “po co?”.

Źródło: ClipArtFest
Źródło: ClipArtFest

Wiem, że pisząc ten post skazuję siebie jednocześnie na lincz, bo to, co teraz napiszę – nie należy do najwygodniejszych treści:

▶ Nie każda blondynka jest idiotką;
▶ Nie każda brunetka jest geniuszem;
▶ Nie każdy facet potrafi się bronić;
▶ Nie każdy przystojniak był przystojniakiem całe życie;
▶ Nie każdy biały jest rasistą;
▶ Nie każdy człowiek wyznający inną wiarę jest zły;
▶ Nie każdy otyły jest leniem;
▶ Nie każdy, kto pozornie nic nie robi, jest leniem;
▶ Nie każdy bogaty jest oszustem i złodziejem;
▶ Nie każdy po studiach jest inteligentny
▶ Nie każdy łysy dresiarz jest łobuzem

Możnaby wymieniać w nieskończoność, ale chciałbym się skupić na branży, którą się zajmuję (nie licząc zajawki) już ponad 7 lat i w której dostrzegam mnóstwo różnych zachowań, z którymi się mogę utożsamiać, a także takie, z którymi się mogę totalnie nie zgadzać.

1. Wszyscy DJe są tacy sami.
Pierwsza bzdura, która jest najczęściej powtarzana zarówno przez klientów, jak i mało doświadczonych managerów. Gdyby tak było, ten zawód zwyczajnie nie istniałby. Każdy lokal puszczałby listę przebojów pobraną z YouTube (swoją drogą, pobieranko konwertowanych utworów w taki sposób ma taki sam sens, jak jedzenie zupy widelcem – niby można, ale trochę bez sensu) i wałkował od otwarcia do zamknięcia te same hity przez każdy weekend, utwór w utwór. W sumie i takie osoby się zdarzały – kilka miesięcy temu wybrałem się do klubu, w którym grał totalnie mi nieznany didżej, a kiedy gawędziłem sobie z właścicielem w biurze, zażartował: “Co rusz to samo, nie muszę sprawdzać zegarka, żeby wiedzieć, która godzina”.

Co by nie było, każdy z nas inaczej dobiera utwory, żeby zadowolić ludzi na parkiecie. Każdy z nas w inny sposób wykonuje przejścia, czyli to coś, co sprawia, że utwory lecą dostatecznie równo, bez tzw. “koni”, jeden miksuje utwory bardziej, inny mniej, jeden dynamicznie, drugi spokojnie, a jeszcze inny wciśnie PLAY i ma Was gdzieś. Każdy cechuje się swoim skillem, który sam wypracował (chociaż obserwując z boku, coraz więcej powiela te same schematy, w tym i błędy) i tak tworzy atmosferę imprezy, żeby zdecydowana większość wychodząc z lokalu powiedziała “ale fajnie było, idziemy za tydzień!”.

Zacznijmy od tego, że są różne typy didżejów, od których wymaga się innych zdolności. Klubowy DJ pracuje inaczej niż prezenter muzyczny na weselu, gdzie ten musi przyłożyć znacznie większą uwagę w zabawianie gości weselnych. Radiowy DJ musi sobie świetnie radzić z dykcją, a dyskotekowi DJ’e jeszcze poza głosem muszą mieć charyzmę. A co powiemy o festiwalowych DJ’ach, których każdy z nas na pewno zna? Warto także wspomnieć o turntablistach, którzy ogrom swojego sukcesu na bitwach DJ zawdzięczają godzinom nauki skreczu oraz budowaniu swojego bloku muzycznego. A czy mamy takich w Polsce? Pewnie!

Także tego, pierwszy stereotyp z głowy.

2. Każdy DJ dużo pije, ćpa i bzyka.
Bardzo często spotykam się z tym stwierdzeniem, kiedy poznaję ludzi. Wynika to z tego, że wielu, zwłaszcza mało doświadczonych DJów lubi się szczycić na prawo i lewo swoimi osiągnięciami… bo kto nie lubi? Można być dumnym i się tym przesadnie nie szczycić (wniosek wyciągnięty po latach). 🙂 Oczywiście, ta profesja raczej wiąże się z osobowością ekstrawertyczną, choć zdarzają się wyjątki, no ale jak to jest z tym chlaniem? Wiadomo, częste picie jak mycie skraca życie, ale też i powoduje, że imprezę bardzo łatwo położyć. Sam rozumiem, drink, dwa w ramach złapania tzw. “feeling’u” (o tym pisałem też TU) ale zachlewanie się w półtrupa to zdecydowana przesada, która automatycznie deklasuje profesjonalizm DJ’a, renomę klubu i atmosferę parkietu, która jest nagle zaburzana. Zresztą, znam kilku DJów, którzy praktycznie w ogóle nie piją, kierują, chodzą na siłownię. Można? Można. I tu wspominam starego znajomego DJ’a Salisa (sprawdź jego laser show!), którego mogłem z czystym sumieniem postawić jako idealny przykład, który podważy ten stereotyp.

Z tymi narkotykami też nie możemy przesadzać – dostępność jest wszędzie, można wykonywać każdy inny zawód i walić po nosie, ale po co? Kiedyś zdarzyło mi się, że grałem z ziomkiem w coś na PS4, śmiejemy się, gadamy i nagle mnie zapytał: “A Ty Vero, jak to didżeje, walisz po nosie?” i nie chciał mi uwierzyć, kiedy mu powiedziałem, że nigdy nie “testowałem” i nie zamierzam, bo mnie to zwyczajnie nie rajcuje. Ktoś ma ochotę, spoko – śmiało, może i brać przy mnie, póki mnie to nie dotyczy, ale sam osobiście nie preferuję 🙂

A co do spraw bzykania – wspomniałem już o osobowości ekstrawertycznej. Poznaje się dużo ludzi, w tej branży akurat sporo, ale jak ktoś umie trzymać krocze na wodzy to umie i nie trzeba być DJ’em czy gitarzystą. Twoje krocze, Twoja sprawa. Bądź po prostu w porządku wobec drugiego człowieka.

3. DJ to nie zawód, a tym bardziej nie muzyk.
Miałem kiedyś pogawędkę z kolegą ze szkoły muzycznej, który stwierdził, że będąc didżejem nie ma się za dużo wspólnego z ‘prawdziwą muzyką’. Po pierwsze, nie ma czegoś takiego jak muzyka prawdziwa i nieprawdziwa (chyba, że nie zgadza się z Twoim gustem, wtedy jest oczywiście zjebana i Ty masz rację, bo jakby inaczej! :D), po drugie DJ zabawia utworami setki, tysiące osób, po trzecie jeżeli DJ tworzy także własne piosenki i dogrywa instrumenty, to już po temacie. A co powiecie o samplingu / fingerdrumming’u czy chociażby graniu na takich urządzeniach jak keyboard, gitara czy Maschine? To już zostawiam Waszej refleksji.

Tu już może mniej disc jockey. chociaż miksowanie acapelli z utworem…

Mówi się także, że DJ nie jest zawodem tylko pasją, przyjemnością. Oczywiście, jest w tym mnóstwo frajdy niczym będąc pilotem śmigłowca, czy skoczkiem narciarskim, ale poza pasją, zmienianiem piosenek i machaniem rękami do ludzi jest też mnóstwo wyrzeczeń. Mnóstwo kryzysów, z którymi wiele osób sobie nie radzi. Duża presja.

Wielu z nas patrząc z boku widzi jedynie efekt, czyli na przykład to, że ok, występuję na festiwalu, na którym gromadzi się tysiące osób i świetnie się bawią. Nie widzi się drogi przebytej przez lata, nie widzi się czasu poświęconego na szlifowanie umiejętności, nie widzi się setek porażek, nie widzi się tego, że spośród stu klubów jeden postanowił dać szansę nowicjuszowi, nie widzi się tego ilu DJów obrabia Ci tyłek za plecami, nie widzi się tego, że za dzieciaka się śmiali z Ciebie w szkole i mówili, że nigdy nic nie osiągniesz. Nie widzi się tego, że miałeś problemy z rozmawianiem z ludźmi, nie widzi się tego, że muzyka może być dla Ciebie odskocznią od codziennego stresu lub chorych, wręcz patologicznych sytuacji. Nie widzi się tego, że początkowo było się w tym totalnie zielonym, samemu jak palec i bez jakiegokolwiek wsparcia. A widzisz, jak wcześniej było łatwo ocenić? Tak, jesteśmy ludźmi.

Hello world albo “mam to w dupie”, czyli przywitanie po zmianach.

A w kwestii zawodu, jak każda ciężka praca, są z tego owoce, czyli wynagrodzenie. I jak ktoś umie o to zadbać to odpowiem na Twoje pytanie – tak, idzie z tego wyżyć i to na całkiem fajnym poziomie. Po zainwestowaniu olbrzymich pieniędzy w sprzęt, zainwestowaniu czasu w umiejętności oraz budowanie całej masy czynników, które pozwalają Ci osiągnąć ten poziom. Zwłaszcza społeczno-komunikacyjnych – i to potwierdzi Ci każdy DJ. Jak nie zasiejesz i nie zadbasz, to nie zbierzesz.

4. DJ ma każdą piosenkę, zwłaszcza tą, jakiej żądasz.
Tak, posiadamy ogromną bazę muzyczną zwłaszcza, kiedy wykonujemy zlecenia typowo rzemieślnicze np. rezydentura w niedużym klubie (sporo czasu zajęło mi pojęcie tej różnicy), gdzie lokal oczekuje od Ciebie, że będzie taka muzyka, która spodoba się ludziom zarówno na parkiecie, jak i przy barze. Prosta kalkulacja – ma się opłacać i mogą to być 4 piosenki puszczane na okrągło, ale ludzie mają się bawić, mają tańczyć, kupować bilety oraz drinki. I jak się klubowi to zwróci z nawiązką to i Ci zapłacą nawet 1000zł za godzinę.

Niestety, tak jak wszystkich pieniędzy świata nie zarobisz, tak jak całej wódki na świecie nie wypijesz, tak i wszystkich piosenek na komputerze mieć nie będziesz. Jest to fizycznie niemożliwe ze względu chociażby na pojemność dysku w laptopie oraz przeogromną ilość piosenek. I naprawdę, DJ nie musi mieć akurat Twojej, choć może być naprawdę fajna. Ma prawo o niej nie słyszeć, ma prawo jej nie znać choć jest – Twoim zdaniem – popularna. Może akurat nie gra jej w swoich setach albo uważa, że nie pasuje do charakteru imprezy. I bez
złośliwości – uwierz mi na słowo, on naprawdę wie lepiej, jak poprowadzić imprezę. Tym samym nie ma obowiązku puszczać tego z YouTube’a bądź z telefonu (zwłaszcza, jak się nie używa laptopa ani nie nosi “zbędnych” kabli :), zatem uszanuj, proszę, jego pracę, gdyż przez imprezę przewija się wiele osób i musi każdej w pewnym stopniu uatrakcyjnić muzycznie wieczór. Inaczej Cię znienawidzi, a o tym pisałem tutaj:

Poradnik “Jak zrazić do siebie DJa?”

5. Życie DJa to ciągły melanż.

Okej, znam przypadki, gdzie faktycznie impreza trwa długo – od środy do poniedziałku, a żona zamiast czekać z zegarkiem, to czeka z kalendarzem 😀 Są też takie maratony w pracy, że gra się kilkanaście dni pod rząd, śpi za dnia, wstaje, posiłek, łazienka, ogar, klub. Brzmi jak każdy inny etacik tylko zamiast iść do korpo, idziesz do klubu, w którym też nie musisz się świetnie bawić, drinkując z koleżankami i puszczając hity, przyjmować piąteczki od kolegów. Nie zawsze jest tak kolorowo, jakby się zdawało. Czasami zdarza się tak, że pracujesz tylko dwa dni w miesiącu i musisz sobie jakoś poradzić. Są momenty zastoju, zwłaszcza w okresie postnym (bądź też zimowym dla mobilnych DJów weselnych) i niestety, kombinuj. Są też takie akcje, kiedy robisz non-stop, a o tym doskonale wie mój kolega, który swojego czasu tak się wczuł grając imprezę, że… pobił rekord Guinness’a, czyli Norberto Loco i dwustugodzinny DJ set. Owszem, lubimy imprezy, ale na wielu już jesteśmy jako rzemieślnicy niż jako imprezowicze.

A czy Ty znasz stereotypy, których nie wymieniłem? Daj znać w komentarzu. 🙂

Foto w nagłówku: Daniel Szura Photography